Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z 2014

Kończymy 2014 rok...

... i życzę wszystkim wszelkiej pomyślności w tym nowym 2015. :D
Listy spełniających się postanowień noworocznych i pozytywnego zakończenia się wszystkich spraw. Czasu na pasję i dla najbliższych. Abyśmy umieli doceniać wspólne chwile...
Życzę tego Wam i sobie :* Do napisania w przyszłym już roku.

Świąteczne życznia

Z okazji Świąt Bożego Narodzenia życzę wszystkim dni pełnych rodzinnego ciepła oraz wewnętrznego spokoju. Aby w te Święta dom pachniał wigilijnymi potrawami, a za oknem pojawił się biały puszek.
Nie zapominajmy o szacunku do siebie nawzajem, cieszmy się drobiazgami, mówmy sobie i naszym dzieciom proste "Kocham", które niestety w tym zabieganym świecie gdzieś się gubi...

Radosnych i pozytywnie zakręconych Świąt dla wszystkich. :)
 Kasia z rodziną

Szczurek :)

Witam po długawej przerwie. ;)
Z dumą mogę powiedzieć, że "projekt-tajemnicę" ukończyłam na czas. :D Chociaż ostatnie krzyżyki i kontury stawiałam już po północy. Pranie i prasowanie zakończyłam o 1.40 dnia, w którym wręczałam go jako prezent. Rano o 5.30 włożyłam do ramki i wraz z kartką urodzinową wsadziłam do torebki prezentowej.

Mam ogromną nadzieję, że się naprawdę spodobał, a poniżej efekt końcowy :*





Aby kanwa się nie pruła, podkleiłam brzegi z tyłu taśmą krawiecką. Sposób ten znalazłam na tym blogu, kiedy szukałam sposobu na zakończenie zakładki :) I kartka, którą kleić pomagała mi oczywiście Nikolka ;)
Niech życzenia pozostaną pomiędzy mną, a moją kuzynką. :*

Moje urodzinki :)

13 listopada obchodziłam 24 urodziny. Tego samego dnia byłam z wizytą kontrolną u mojego ortopedy i z racji, że wszystko jest w jak najlepszym porządku - leczenie mojego kolana zostało zakończone. :)

Świętowanie moich urodzin rozłożyło się na kilka dni, ale ja nie o tym. Chciałam się pochwalić tym co dostałam i tym co sama sobie z tej okazji kupiłam. :)
Od jakiegoś miesiąca "chodziła za mną" czerwona szminka. Urodziny to był świetny pretekst, żeby ją wreszcie mieć. Odcień pomógł mi wybrać mąż - a w zasadzie wybrał za mnie, bo ja jestem zbyt niezdecydowana. :P

Porządki w mulinach i postępy w haftowaniu

Witam,
znalazłam fajny sposób na organizację mulin, tak aby się nie plątały podczas przechowywania i rozwijania. Podpatrzyłam na innym blogu, na który natrafiłam przypadkiem, ale jestem pewna, że jest to bardzo popularny sposób wśród osób haftujących, ponieważ na poczciwym Allegro można zakupić tzw. bobinki.

Ja postanowiłam jednak, że zrobię je własnoręcznie, bo są bardzo łatwe w wykonaniu. A za te pieniądze wolę kupić kanwę w taśmie, którą będę bardzo potrzebowała w niedługim czasie.

Te dwie są już wycięte i w użyciu, a kolejne "się tworzą".

Wykonuję je z kartonów po kaszkach naszej córci. Dla niewtajemniczonych kaszki takie są dostępne w drogeriach Rossmann. Karton jest dosyć cienki, więc sklejam dwa (obrazkami do siebie). Po wycięciu oklejam bobinki taśmą klejącą, aby były przyjemniejsze w dotyku. :)


Tak się mają postępy w haftowaniu:
 Pokazuję, bo jeszcze chyba nie widać co się z tego wykluje:

A równocześnie powstaje zakładka do książki; na konkurs "wspólny" - …

Kartka urodzinowa i projekt-tajemnica ;)

Wreszcie uporałam się z rozrysowaniem wzoru do mojego tajemniczego projektu. :) Przyznać się muszę, że miałam chwile wątpliwości czy wytrzymam nerwowo, bo przecież każdy krzyżyk musi mieć swoje miejsce. Jednak po dwóch dniach przerwy nabrałam nowej mocy i dokończyłam. Wzoru oczywiście nie robiłam od podstaw, tylko przerabiałam znaleziony w internecie.
Zdjęć wzoru z wiadomego względu na razie nie dodam, ale cierpliwości. :P
Tak wygląda początek mojej pracy:



A takich kolorów będę używała do całości:

Równocześnie powstaje kartka urodzinowa, ale jestem na etapie "życzeń", a muszą być wyjątkowe, bo dla wyjątkowej osoby. :D


To moje dwa cele na listopad. I jak z kartką na pewno zdążę, tak coś czuję, że dla haftu zarwę kilka nocy. :P

Początki haftu krzyżykowego

Kolejna dziedzina, która mnie zafascynowała to właśnie haft krzyżykowy. Pierwszą styczność z nim miałam w drugiej klasie szkoły podstawowej, kiedy to chodziłam na kółko hafciarskie. Niestety, kiedy byłam w trzeciej klasie, kółko zakończyło swoją działalność.
Teraz po tylu latach na nowo odkrywam jego uroki :).
Pierwszą próbę podjęłam na ściereczce mojej teściowej, a wzór zebry znalazłam w internecie. Na razie powstała sama głowa, ponieważ zakiełkował u mnie inny pomysł, który nie dawał mi spokoju. Na pewno jednak jeszcze do niej wrócę. Chociaż pewnie nie od razu, bo mam kilka innych planów w tej kwestii, ale do rzeczy:





A taki pomysł zawitał w mojej głowie i całkiem szybko zawitał na kanwie. :)
Niech to będzie takie moje logo - jest już oprawione w antyramę i grzecznie czeka na powieszenie na ścianie. Pewnie jeszcze trochę poczeka, aż nabierze mocy urzędowej u mojego męża, ale na pewno prędzej czy później będzie miało swoje miejsce. :)


Kanwa jest tak gęsta, że nawet nie widać, że to są…

Niedziela z mężem w Krakowie i kilka perełek :)

W ostatnią niedzielę wybraliśmy się na (dawno już odkładaną) przejażdżkę do Krakowa. Zależało mi głównie na Hali Targowej, gdzie można znaleźć chyba wszystko. I nie zawiodłam się, a wręcz kupiłam więcej, niż się spodziewałam - jak zwykle zresztą. :P

Oto moje nieplanowane zakupy:
Za książkę "Sezon na oliwki" zapłaciłam 10 zł - pani nawet wspomniała, że nie wie co ta książka w sobie ma, ale byłam piątą osobą, która  wzięła ją do ręki. Dla mnie szczęśliwie - wszystkie poprzednie odkładały. Jednak faktycznie okładka i tytuł mają coś w sobie i była to jedyna z 9-ciu książek u tej pani, po którą wyciągnęłam rękę. :)

Z książkę "Będę u Klary" zapłaciłam całe 2zł - i jak tu jej nie wziąć? :P


Pozbierałam się po operacji i uzupełniam zaległości :)

Jutro miną 3 tygodnie od mojej operacji kolana. Na szczęście nie sprawdził się czarny scenariusz i obeszło się bez rekonstrukcji więzadeł. Skończyło się na usunięciu zmiażdżonego fragmentu łąkotki i usunięciu przerostu fałd błony maziowej. Szwy zdjęte po tygodniu, kule odłożone też coś koło tego. :)
Przede mną tylko 2 miesiące basenu i siłowni (po 2 razy w tygodniu) i wierzę, że będzie wszystko dobrze. Piszę "tylko", bo w perspektywie miałam pół roku poruszania się o kulach... Ale wszystko dobre co się dobrze kończy i już rozmyślam gdzie w przyszłym roku wybierzemy się w góry. :D Chociaż te góry zapewne zamienimy na Doliny, aby nasza najmłodsza mogła kontynuować swoje "górskie" poczynania. (więcej o tym: tutaj).

Jeszcze przed operacją skończyłam literki na gazetkę i zaniosłam pani Basi, która się bardzo ucieszyła. Literki można podziwiać na gazetce ze zdjęciami dzieci w "Poradni K" w Ośrodku Zdrowia w Kalwarii Zebrzydowskiej. Swoją drogą zdjęcie naszej Ni…

Pierwszy scrapbooking - wreszcie ;)

Nareszcie znalazłam czas i okazję do własnoręcznego stworzenia kartki. Była to kartka dla mojego szwagra i jego (już) żony. Młoda Para dostała ją 16.08.br, a szczerze przyznać się muszę, że robiłam ją dopiero w środę (13.08.).

Oto efekt końcowy:


Udany (przedłużony) weekend w Zakopanem i piękny stosik po powrocie :)

Od początku czerwca zaczęliśmy przymierzać się do wyjazdu, ale zawsze "coś" stawało na przeszkodzie. Kiedy w połowie czerwca Nikolka dostała od swojej chrzestnej śliczny plecaczek, codziennie się do niego pakowała. Za każdym razem, gdy słyszała lub widziała pociąg, pokazywała nam, że ona też chce jechać. I tak obiecywaliśmy jej, że pojedzie, ale jeszcze nie teraz.
1 sierpnia nadszedł ten upragniony przez nas czas i o godzinie 8.58 ruszyliśmy (pociągiem oczywiście) w stronę Zakopanego. Radość Nikolki w pociągu była niesamowita, a nam się ten humor udzielił.
W Zakopanem przywitała nas mieszana pogoda. Trochę słońca, zaraz pełno chmur i burza, ulewa, a potem znów słońce. Udało nam się co prawda wyjść, ale tylko na obiad i Krupówki.
W sobotę po śniadaniu wybraliśmy się do Schroniska na Hali Kondratowej z Nikolką zapakowaną w nosidło turystyczne (prezent od dziadków trafiony w dziesiątkę). Jednak pod skocznią (Wielka Krokiew) Niki uznała, że chce na nogi. I tak od skoczni szliśmy…

Uwielbiam takie niespodzianki :D

Jakiś czas temu wygrałam kubeczki Leniwa Niedziela w Świecie Książki w konkursie organizowanym przez Eveline Cosmetics na FB. 
Kiedy odebrałam nagrodę od kuriera okazało się, że tylko jeden kubeczek dotarł w całości, drugi niestety w kawałkach, pomimo naklejki "uwaga szkło". Napisałam do organizatorów, żeby się upomnieli o swoje, bo w końcu zapłacili, oznaczone było, a wina przewoźnika. 
Mi było trochę (no dobra, przyznaję się - BARDZO) szkoda tego rozbitego kubeczka, bo jeden miał być dla mnie, a drugi dla męża. Jednak pogodziłam się z tym i cieszyłam się tym, który został. Zwłaszcza, że "na pocieszenie" miałam emulsję do opalania, która była niespodzianką do kubeczków. Uznałam, że kubeczek dam mężowi, a mi zostanie emulsja. Jednak mój D. zachował się honorowo i powiedział, że on mi go odstąpi. :)

Ale tego co odebrałam wczoraj od kuriera (ten sam kierowca był swoją drogą, ale tym razem dał radę) to się zupełnie nie spodziewałam :D. Kocham takie niespodzianki…

WAŻNE - licytacja muffinek TYLKO DO 24.07 do godziny 21.00

Muffinki zostały (wreszcie) wystawione na licytację. Niestety ze względu na problem z internetem - a raczej jego brakiem - nie miałam jak wcześniej o tym napisać. Licytacja trwa do jutra, czyli do 24.07 do godziny 21.00.

Zapraszam serdecznie wszystkich, bo cel jest bardzo szczytny! :)

A to bezpośredni link: https://www.facebook.com/photo.php?fbid=480403965429947&set=gm.470633949739629&type=1&theater

Je suis l’ambassadrice du Petit Marseillais :)

Tajemniczy tytuł, tłumacząc: "Jestem Ambasadorką Le Petit Marseillais", to coś czym się mogę właśnie pochwalić. :) I jestem z tego bardzo dumna. :)
Właśnie odebrałam paczkę od kuriera z kosmetykami dla mnie, abym mogła się zapoznać z tą marką. Paczka pięknie zapakowana, jak prezent urodzinowy. Aż szkoda było ją otwierać :P Ale mojej córeczki samo pudełko nie zadowoliło, więc szybko zajrzała do środka.
Przed naszymi oczami pojawiły się dwa kosmetyki w bardzo ładnych opakowaniach, żel pod prysznic i mleczko do ciała oraz zestaw saszetek tych samych pozycji do podzielenia się z najbliższymi.
Żel powąchałyśmy, a mleczko od razu wypróbowałyśmy, jako że Niki jest maniaczką smarowania się balsamami. Pierwszy plus mleczko ma ode mnie za pompkę, bo lubię. :) I muszę się przyznać, że zakochałam się w jego zapachu. :* Super się rozsmarowuje, nie pozostawia tłustej warstwy i skóra taka delikatna. Ciężko będzie rozstać się z tymi saszetkami, ale taka moja rola. :D


#AmbasadorkaLPM


Muffinki na aukcję charytatywną :)

Teraz dowiecie się czego dotyczyła niedawna zapowiedź. Otóż wykonałam komplet 2 muffinek na firankę (do kuchni, pokoju lub gdzie komu pasuje). Muffinki mają wysokość ok.18,5 cm i szerokość ok.18cm. Z tyłu jest wstążka do zawiązania na firance. Końce wstążki są sklejone klejem na gorąco, aby się nie snuły. 
Muffinki te przekazałam na licytację dla chorej Nikolki:
https://www.facebook.com/events/434735476662810/

Do licytacji pójdą najprawdopodobniej w przyszłym tygodniu, tak więc wypatrujcie, a link do aukcji podam jak tylko go dostanę. :) A już teraz na zachętę zdjęcia:)

Wszystko odkładam na bok, czyli zmiana kolejności "tworzenia"

Tym razem post będzie bez zdjęć. Dzisiaj niczego nie pokazuję, ale chciałam zrobić dla Was małą zapowiedź.
W sobotę 21 czerwca, na mojej facebook'owej stronie otrzymałam wiadomość - ot też mi wyczyn :P
Jednak sprawiła ona, że moje dotychczasowe plany - co do kolejności wykonywanych rzeczy - musiałam trochę zmodyfikować. Przede mną nowe wyzwanie, a zarazem nowe doświadczenie. 

Na razie nie ma mnie w domu, ale od niedzieli lub poniedziałku zabieram się ostro do pracy. Pomysłów miałam pełną głowę, ale zdecydowałam sięjuż na jeden z nich i nawet szablon powstał. I obiecuję, że efekt końcowy zobaczycie już w przyszłym tygodniu, ponieważ czas ma tu duże znaczenie. Na razie nie chcę zdradzać szczegółów, ale już niedługo dowiecie się o co chodzi. 
Jak już wspomniałam dla mnie to nowość, więc jestem lekko podekscytowana, ale i pełna nadziei, że wszystko się uda.

Czekajcie cierpliwie i już teraz zapraszam Was, bo będziecie mięli okazję przyłączyć się razem ze mną do pomocy. - No i już się

Mój Ślubny Bukiet i reszta

Jakiś czas temu wpadłam na pewien pomysł. Przecież ślub to jedno z najważniejszych wydarzeń w życiu, więc chcę mieć po tym dniu jakąś pamiątkę. Coś co nie będzie zajmowało dużo miejsca, a będę mogła do tego wracać przez lata. Zdjęcia owszem - zrobione - wywołamy. Nawet myślę, żeby zrobić jakąś okładkę na album. Ale chciałam mieć coś, co będzie z nami w USC i zostanie z nami na długo.
Tak właśnie zrodził się pomysł zrobienia bukietu z filcu, zamiast zwykłego z kwiaciarni. Z doborem kolorów nie miałam najmniejszego problemu - nie zastanawiałam się nawet przez chwilę (spostrzegawczy zauważyli już na pewno bukiet na zdjęciach zrobionych przed Gminą). Jednak jakoś do sklepu, w którym zaopatruję się w filc i pozostałe rzeczy było mi trochę nie po drodze. Ostatecznie kupiłam wszystko dopiero 2 tygodnie przed Naszym Piątkiem i zastanawiałam się czy aby na pewno zdążę. Skończyłam w ostatniej chwili, bo 2 dni przed (a w czwartek już nie byłoby czasu) i powstał bukiet dla mnie, bukiecik dla Niki…

Zmiany, zmiany, zmiany...

Jak już wspomniałam ostatnio zmiany w moim życiu już się zaczęły.
Pierwsza z nich i najważniejsza to taka:



Pierwsza próba maskotkowa :)

Przeglądając w internecie zdjęcia maskotek ręcznie wykonanych zastanowiłam się czy i ja czasem nie dałabym rady. Z mojego zamyślenia wyrwał mnie śmiech mojej córeczki na widok improwizowanych "stworków", które były wykonywane na podstawie rysunków dzieci. Pomyślałam, że też chcę spróbować. Z racji, że Niki jest na etapie entuzjazmu na widok kotków, uznałam że właśnie kotek powstanie.
Kolory są nietypowe, bo akurat tylko taki filc posiadałam w tym momencie w większym kawałku. Wykonanie nie jest idealne, ale jest nasze-wspólne. Niki pomagała szyć, a ma niecałe 2 latka i trzeba było uważać na igłę, a nie na równość kordonka.
Niki z radością i głośnym śmiechem przyjęła kotka i biegała wszystkim się chwalić. Każdemu skrupulatnie pokazywała i jedną, i drugą stronę. A potem ułożyła go koło swojej poduszki w łóżeczku i tam ma swoje stałe nocne miejsce. Tak więc uznanie mojej córeczki zdobyłam. A Wy oceńcie sami :).

Kruchość jutra - Ewa Bauer

Coś z innej beczki- czyli moja opinia o książce
Książkę dostałam w prezencie z okazji Dnia Kobiet od narzeczonego, który wygrał ją dla mnie na facebookowej stronie autorki. Niestety byłam wtedy w trakcie czytanie książki, przez którą nie mogłam przebrnąć, więc ta musiała zaczekać.