W poniedziałek Nikolka obudziła się z katarem. Dzielnie sobie radziła, ale "wodne oczy", ciągłe kichanie i siąkanie przeszkadzałoby dorosłemu, a co dopiero trzylatce. Koło południa odeszła od swojego aktualnego zajęcia i podeszła do mnie z pytaniem: - Co mam robić? Lekko zbita z tropu zapytałam o co konkretnie jej chodzi i wtedy po raz pierwszy usłyszałam od niej: - Nie wiem w co się bawić. Poczułam się (może na wyrost) duma, że córcia powierzyła mi swój problem/kłopot z jakim właśnie się borykała - oprócz kataru na dodatek. Musiałam stanąć na wysokości zadania i szybko w myślach przeszukałam pomysły, które odkładałam na "kiedyś zrobię". Połączyłam je z aktualnym stanem wszystkich moich "przyda się" i tak padło na łapacz snów .